Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smena 8. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smena 8. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2016

Moja mała kolekcja aparatów

Dawno nie było tutaj żadnego posta, także trzeba to nadrobić :)

Dzisiaj postanowiłem trochę uporządkować moją szafkę, gdzie trzymam moje skarby fotograficzne. Byłem też ciekawy tego ile aparatów tam aktualnie chomikuję. Okazało się, że wyszła z tego całkiem pokaźna kolekcja  (nie wspominając o akcesoriach typu światłomierze i soczewki).

Bardzo mnie to zdziwiło i przeraziło jednocześnie, bo wiem, że to nie koniec mojego zbieractwa i że to się może nigdy nie skończyć, a miejsca zaczyna już brakować. Jednak chęć kolekcjonowania starych aparatów różnych typów jest dużo większa czego dowodem jest mój najnowszy nabytek jakim jest Agfa Isolette I - aparat formatu 6x6 cm.

W mojej kolekcji znajdują się również aparaty uszkodzone (niestety), ale przeważająca ilość moich eksponatów na szczęście jest sprawna i wykonałem nimi kilka dobrych zdjęć.

Coś jest w tej fotografii tradycyjnej co ciągnie do tej kliszy, tej całej chemii i babrania się w niej i czekania na efekt końcowy w postaci gotowej odbitki :) Coś jednak w tym jest, co nie pozwala mi przestać się tym tematem interesować. I dobrze :)

Pewną część mojej kolekcji już kiedyś opisywałem, obiecywałem również, że będę to robił dalej, ale jak widać słowa nie dotrzymałem, a szkoda... Jednak tak patrząc na te moje aparaty, nabrałem ochoty na prowadzenie tego bloga. Więc, może coś w końcu tutaj ruszy.

Nie owijając już w bawełnę, pokażę wam moją skromną kolekcję aparatów fotograficznych.
Jak widać przeważają aparaty produkcji radzieckiej oraz niemieckiej, ale można tutaj znaleźć również Polskiego "STARTa" czy "DRUHa" :)



wtorek, 20 listopada 2012

"Brudny Wrocław"

Jedyny, niepowtarzalny i prawdziwy Wrocław... Ta ciemna strona miasta, która chowa się w zakamarkach ciemnych bram, murów, ulic. Tutaj nie znajdziesz wspaniałych wystaw sklepowych, równo przystrzyżonych trawników, wygładzonych tynków czy pięknych tablic z nazwami ulic. To ta część miasta w którą lepiej nie wchodzić po 22. To jest ten Wrocław, który pamięta czasy Breslau, który powoli umiera i odradza się w nowej postaci...









Zdjęcia zostały wykonane aparatem Smena 8.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Historia pewnej kliszy

Gdyby zacząć od końca wydaje się to banalne. Pewnej niedzieli wstałem rano, wziąłem prysznic, zjadłem,  umyłem zęby, ubrałem kurtkę, buty i wyszedłem z mieszkania na tramwaj. Wsiadłem do siódemki, pojechałem na Świebodzki i skierowałem się w tą część giełdy gdzie sprzedają starocie. Znalazłem się przy jednym z wielu stoisk, kupiłem aparat Smene 8 i.... zorientowałem się że jest w niej nawinięty film.

Pewnie nie wszystkim się to zdarzyło, ale na pewno znajdzie się choć kilka osób, które kiedyś kupując stary aparat analogowy znalazły w środku załadowany negatyw. Na pewno waszą pierwszą myślą, która wpadła wam do głowy było "co na nim jest?". Co zostało na niej uwiecznione, w jakich latach, gdzie, kiedy, kim był autor zdjęć i dlaczego nie skończył tej rolki do końca?

W swoim życiu miałem dwa przypadki, gdy znalazłem w środku aparatu kliszę fotograficzną.  Pierwsza sytuacja zdarzyła mi się, gdy kupowałem Starta 66. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po złapaniu go w swoje łapki było otwarcie pokrywy, gdzie wkłada się film w celu oszacowania stanu wewnątrz i sprawdzenia jak działa przysłona i migawka. Ku mojemu zdziwieniu znajdował się tam negatyw. Jak się później okazało była nią stara radziecka klisza czarno-biała. Co mogła w sobie skrywać? Już pewnie nigdy się nie dowiemy, bowiem nie wiadomo ile osób przede mną otworzyło tą tylną pokrywę. Ja ostatecznie rozwiałem wszelkie wątpliwość całkowicie wyciągając i rozwijając kliszę z aparatu. Niestety...

Drugą sytuacją był zakup właśnie ww. Smeny 8, która wewnątrz aparatu posiadała załadowany film, jak później się okazało również czarno-biały. Wzbogacony o bagaż doświadczeń z lat poprzednich skończyłem rolkę i zwinąłem negatyw do kasety, a następnie całość bezpiecznie wyjąłem w domu.

W środku znajdowały się dwie kasetki rozbieralne. Jedna czarna, druga żółta (uwaga) z napisem FOTON! Od razu zauważyłem, że film był cięty i ładowany ręcznie. Co mogło świadczyć o tym że ktoś mógł się znać na robieniu zdjęć. Nie wiem mógł być pracownikiem laboratorium, posiadać ciemnię fotograficzną albo nie znać się i po prostu posiadać taki sprzęt. Trudno to teraz stwierdzić. W każdym razie zakładając że ktoś miał jakieś pojęcie na temat fotografii pomyślałem, że przewidział że przy Smenie zaleca się wykonywanie zdjęć przy czułościach od najniższych do 200 ISO.

Poleciałem do fotosklepiku, kupiłem wywoływacz, ale od razu nie zabrałem się za wywoływanie. Zrobiłem to dopiero po jakimś czasie, a dokładnie to, to wypada dzisiaj :) Dlaczego? Może musiałem przemyśleć jak to zrobić, albo nie wiem dlaczego. Po prostu.

Używałem czeskiego wywoływacza W17 Hydrophen czego w sumie żałuję, bo mogłem zrobić to innym dużo lepszym wywoływaczem, ale akurat wtedy dysponowałem taką kwotą pieniędzy że starczyło mi tylko na tą wywojkę.

Rozrobiłem W17 do 1+1, odciąłem kawałek filmu, nawinąłem na szpulę, wrzuciłem do puchy, zamknąłem, wlałem chemię. Po przeprowadzeniu procesu o którym nie będę szczegółowo pisał wyciągnąłem film ze środka. Coś tam jednak było! Okazało się, że owym filmem nie był współczesny Ilford czy Foma jak sobie wcześniej zakładałem tylko stary Polski Foton (Safety - co kolwiek to znaczy). Ucieszony wynikami postanowiłem wywołać resztę filmu, ale nie wiem dlaczego tak sobie pomyślałem, aby skrócić czas wywoływania z 10 do 6 minut. Możliwe że był to mój błąd, który kosztował mnie utratę filmu, ale przynajmniej te kilka zdjęć się uratowało.

Co przedstawiają? Są to zdjęcia rodzinne kilku osób pozujących na stoku, gdzieś w górach na nartach. Kim są Ci ludzie, kto stał za aparatem, co to w ogóle za miejsce? Tego być może się nie dowiemy. Jednak najbardziej ciekawi mnie to jaką drogę z tych gór musiał przebyć ten aparat, aby znaleźć się na straganie na Dworcu Świebodzkim i czekać na to, aż ktoś w końcu go kupi. Jak widać trafiło na mnie.

Poniżej przedstawiam te trzy uratowane fotografie (autor nieznany):

(kilkukrotnie nałożona ekspozycja - autor zapomniał o przewinięciu filmu do następnej klatki po wykonaniu zdjęcia.)

(Powtórzone ujęcie tym razem poprawnie naświetlone - choć po negatywie widać że parametry ekspozycji nie zostały dobrane poprawnie tak do końca.)

(Inne ujęcie)

Zachęcam do komentowania. Gdyby ktoś potrafił określić w jakich latach mogły zostać wykonane te zdjęcia, choćby na podstawie nart byłbym wdzięczny za info. 

piątek, 3 sierpnia 2012

Smena 8

Jest to aparat produkcji radzieckiej wykonywany przez Leningradzką firmę LOMO w latach 1963 - 1971. Charakteryzuje go prostota i stylowy design, który w późniejszych latach uległ zmianie wraz z wprowadzeniem na rynek aparatu Smena 8M.

Poza kilkoma metalowymi elementami jak np. spust migawki, pokrętło zwijania filmu, stopka na lampę błyskową, pierścień z czułościami filmu czy niektórymi elementami obiektywu prawie w całości wykonany został z tworzywa sztucznego.

Na obiektywie aparatu umieszczono wszystko co jest nam potrzebne do fotografowania tzn.: czasy naświetlania, odległość od fotografowanego obiektu, przysłona i to czego nie ma w późniejszych wersjach - numeracja z szacowaną głębią ostrości, naciąg migawki, naciąg samowyzwalacza, gniazdo synchronizacji z lampą błyskową, oraz napis "zdziełano w CCCP" i numer seryjny aparatu.

Czasy naświetlania (przypisana do nich numeracja):
B; 1/15 (4); 1/30 (5); 1/60 (6); 1/125 (7); 1/250 (8),
Przysłona (przypisana do nich numeracja):
4 (4); 5,4 (5); 8 (6); 11 (7); 16 (8).

Pod numeracją czasów naświetlania umieszczono liczby, które mają odpowiadać za daną przysłonę. Np. gdy ustawiamy czas na 1/30s (przypisana liczba to 5), przysłona którą powinniśmy ustawić na obiektywie to 5,6 itd. Co się tyczy włąśnie przysłony. Pierścień został umieszczony przy soczewce obiektywu. Przez to podczas zmiany wartości przysłony można niechcący dotknąć palcem przednią soczewkę.

W poźniejszych egzemplarzach Smien numerki zamieniono na piktogramy jak np. słoneczko, słeneczko za chmurką, deszczowe chmury itd. Oczywiście pod każdym z tych obrazków krył się odpowiedni czas naświetlania.
Sam obiektyw to T-43, kąt widzenia 40 mm ze światłem 4. Do 1993 roku, czyli do końca był standardowym obiektywem w każdej nowej wersji Smeny.

W górnej części korpusu znajduje się: pokrętło do zwijania filmu, pokrętło do naciągania kolejnej klatki filmu, sanki na lampę błyskową, spust migawki w raz z miejscem na wężyk spustowy i okrągły licznik zdjęć wraz z tabelką czułości negatywów w trzech różnych typach norm (DIN, ASA i oczywiście GOST), plakietka z nazwą modelu aparatu oraz wizjer. Poniżej przedstawiam czułości negatywów które widnieją na tarczy skali czułości:

DIN - 15, 16, 18, 20, 21, 23, 24,
ASA - 25, 32, 50, 70, 100, 160, 200,
GOST - 22, 32, 45, 65, 90, 130, 180.

Tylnia klapa aparatu jest zdejmowalna (w późniejszej wersji 8M jak i kolejnych została ona połączona z korpusem aparatu).   W aparacie zastosowano migawkę centralną (3-listkową). Aby załadować film potrzebna była, albo druga pusta kaseta albo pusta szpula po negatywie. Po każdym wykonanym zdjęciu film nawija się pokrętłem umieszczonym po prawej stronie aparatu. Trzeba uważać, aby nie zapomnieć tego zrobić ponieważ konstruktorzy nie umieścili w aparacie blokady migawki. Tak więc omyłkowo możemy nałożyć kilka kadrów na jedną klatkę (co w sumie może dać niezły efekt artystyczny). Aparat posiada jednak jedną blokadę. Aby zwinąć film należy wcisnąć do końca spust migawki i przekręcić w stronę czerwonej kropki na korpusie (spust migawki posiada taką samą). Obydwie czerwone kropki muszą się pokryć. Wtedy pokrętłem po lewej stronie możemy zacząć zwijać film. Bez tego nie jest to możliwe, a robienie tego na siłę grozi zerwaniem filmu i uszkodzeniem negatywu bądź aparatu. 

Aparat jest bardzo fajny, ale jak wszystkie Smeny ma swoje wady (tym samym rozpoczynamy gorzkie żale):

Pierwszą z nich, która najbardziej mi przeszkadza jest umieszczenie naciągu migawki po prawej stronie obiektywu. Problem polega na tym, że podczas robienia zdjęcia przez przypadek można zablokować ramię migawki palcem. Skutkuje to nieprawidłowym naświetleniem negatywu. Przy okazji spust migawki na górnej części korpusu moim zdaniem umieszczony jest trochę za daleko.   

Drugą wadą jest zbyt małe pokrętło zwijania filmu. Gdy jesteśmy prawie przy końcu film bardzo ciężko nawija się do kasety.

Trzecim mankamentem o którym wcześniej wspominałem jest umieszczenie pierścienia przysłony przy soczewce obiektywu co skutkuje omyłkowym dotknięcie i jej pobrudzeniem. 

Czwartą sprawą jest brak szpuli na którą nawija się film. Trzeba niestety, ale kombinować, nie obejdzie się bez taśmy samoprzylepnej albo każdego innego skutecznego patentu.   

Piąta rzecz to z tego co wiem ferelny naciąg samowyzwalacza. Podobno prawie w każdej Smenie 8 jak nie w każdej... nie działał. Moja wersja nie jest wyjątkiem....

Zbyt mały wizjer to punkt numer sześć.  Dla osoby która nosi okulary (czyli dla mnie...) patrzenie przez niego jest mało wygodne. Przez to nie widzę co dzieje się w krawędziach wizjera. Muszę się bardzo nagimnastykować, aby coś zobaczyć, albo zdjąć okulary, ale wtedy to już nic nie widzę... No.. nie wspominam już tutaj o problemie błędu paralaksy...

Siódma moim zdaniem wada i chyba najmniejsza to licznik zdjęć. Jest jakoś mało zrozumiały dla mnie, ale w niczym nie przeszkadza ani nie pomaga więc jest neutralny.

Ósma wada to brak światłomierza co nie przeszkadza w wykonywaniu zdjęć. Po prostu korzystamy z tego co namalowano nam na aparacie, albo z papierowej tabeli naświetlań, bądź zewnętrznego światłomierza.

Dziewiątym mankamentem jest to że do tego aparatu nie za bardzo można stosować filmów o czułościach powyżej 200 ISO. Nie jest jednak powiedziane że absolutnie nie można tego robić. Po prostu trzeba wtedy uważać aby nie prześwietlić negatywu ponieważ jego naświetlanie trochę się zmienia przez to że jest on czulszy na światło. Związana jest z tym taka mała historia która przytrafiła się mojemu ojcu, gdy chciał on oddać film do fotografa. Czułość filmu wynosiła 400 ISO. Fotograf gdy usłyszał że film wyszedł ze smeny odmówił wywołania negatywu argumentując to tym że nic z tego nie będzie. Po dłuższych namowach zgodził się go wywołać. Ku jego zdumieniu jednak coś tam wtedy wyszło :)

Tak zastanawiam się co może być dziesiątym problemem? Nie to żebym się czepiał, ale fajnie wyglądałoby to w mojej numeracji :) Tak więc numerem dziesięć (i chyba numerem ostatnim) jest brak gorącej stopki w sankach na lampę błyskową.

____________________________________________________________________________

Generalnie pomimo ogromu wad jakie posiada ten aparat wykonuje się nim całkiem ładne i stylowe zdjęcia. Nie polecam go jednak osobom które cenią sobie perfekcyjność np. w optyce, kadrowaniu czy ostrości. Choć z drugiej strony fanatycy Lomografii oraz osoby lubiące bawić się fotografią i eksperymentować będą z niego na pewno zadowolone :)

Na koniec poniżej przedstawiam kilka zdjęć wykonanych przy pomocy tego sprzętu. Jak to się dzisiaj mawia "enjoy":