Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CCCP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CCCP. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2016

Moja mała kolekcja aparatów

Dawno nie było tutaj żadnego posta, także trzeba to nadrobić :)

Dzisiaj postanowiłem trochę uporządkować moją szafkę, gdzie trzymam moje skarby fotograficzne. Byłem też ciekawy tego ile aparatów tam aktualnie chomikuję. Okazało się, że wyszła z tego całkiem pokaźna kolekcja  (nie wspominając o akcesoriach typu światłomierze i soczewki).

Bardzo mnie to zdziwiło i przeraziło jednocześnie, bo wiem, że to nie koniec mojego zbieractwa i że to się może nigdy nie skończyć, a miejsca zaczyna już brakować. Jednak chęć kolekcjonowania starych aparatów różnych typów jest dużo większa czego dowodem jest mój najnowszy nabytek jakim jest Agfa Isolette I - aparat formatu 6x6 cm.

W mojej kolekcji znajdują się również aparaty uszkodzone (niestety), ale przeważająca ilość moich eksponatów na szczęście jest sprawna i wykonałem nimi kilka dobrych zdjęć.

Coś jest w tej fotografii tradycyjnej co ciągnie do tej kliszy, tej całej chemii i babrania się w niej i czekania na efekt końcowy w postaci gotowej odbitki :) Coś jednak w tym jest, co nie pozwala mi przestać się tym tematem interesować. I dobrze :)

Pewną część mojej kolekcji już kiedyś opisywałem, obiecywałem również, że będę to robił dalej, ale jak widać słowa nie dotrzymałem, a szkoda... Jednak tak patrząc na te moje aparaty, nabrałem ochoty na prowadzenie tego bloga. Więc, może coś w końcu tutaj ruszy.

Nie owijając już w bawełnę, pokażę wam moją skromną kolekcję aparatów fotograficznych.
Jak widać przeważają aparaty produkcji radzieckiej oraz niemieckiej, ale można tutaj znaleźć również Polskiego "STARTa" czy "DRUHa" :)



piątek, 9 sierpnia 2013

Cmentarz żołnierzy radzieckich na Skowroniej Górze

Myślę, że prawie każdy wrocławianin zna cmentarz przy ul. Karkonoskiej, gdzie jeszcze podczas działań wojennych byli chowani radzieccy oficerowie.

Na nekropoli znajduje się "glorietta", która powstała w roku 1947 według projektu Romana Felińskiego i oddaje cześć bohaterowi Związku Radzieckiego generałowi Iwanowi Połbinowi - lotniku, który poległ podczas walk o Breslau, oraz innym pochowanym tutaj oficerom. Oprócz monumentu na cmentarzu znajdują się dwa obeliski z napisami w języku rosyjskim.


Mało osób jednak wie, (przynajmniej ja do tej pory nie byłem tego świadomy) że we Wrocławiu znajduje się jeszcze jeden cmentarz poświęcony żołnierzom armii radzieckiej. Mowa tutaj o cmentarzu na Skowroniej Górze. Nie jestem pewien czy nazwa wiąże się z ukształtowaniem terenu w tamtym miejscu, czy jest z nią związana jakaś inna historia. Nie potrafię tego określić.



 Cmentarz ten powstał jeszcze w czasie walk o Festung Breslau i był jednym z wielu prowizorycznych cmentarzy, które znajdowały się wtedy na terenie miasta. W latach 1947 - 1948 powiększono go do 4 ha i jednocześnie przeniesiono szczątki żołnierzy radzieckich z pozostałych ośmiu prowizorycznych cmentarzy, które znajdowały się w ówczesnych granicach miasta oraz okolic. Na Skowroniej Górze spoczęło ok 7500 żołnierzy, którzy brali udział w walkach.


Pomnik w formie ściany, który powstał podczas przebudowy cmentarza został zaprojektowany przez Łucję Skomorowską i zrealizowany w latach 1965 - 1967. Na ścianie umieszczono nazwiska poległych żołnierzy wraz z przypisanymi do nich numerami, które pokazywały na których kwaterach spoczęli dani żołnierze. Wszystkie napisy zostały napisane cyrylicą. Przed ścianą na stałe zostały umieszczone kamienne znicze, natomiast po lewej stronie pomnika znajduje się reflektor (na dzień dzisiejszy niedziałający), który miał oświetlać pomnik podczas odbywających się w tym miejscu wieczornych uroczystości.


Nekropolia ma formę prostokąta i znajduje się w bliskim sąsiedztwie cmentarza komunalnego i znajduje się przy ul. Działkowej.




czwartek, 29 listopada 2012

Super 8 mm

Nagrywanie na taśmie 8 mm

Ostatnio chodziłem z myślą i zastanawiałem się jak by to było nagrać coś na starej kamerze 8 mm. Ta chęć zwiększyła się wraz z odkryciem, że jednak kasety do tych kamer są w brew pozorom nadal produkowane. Jeszcze większym zaskoczeniem było to że są jeszcze punkty w Polsce (jak i na świecie), które wręcz specjalizują się w wywoływaniu tego typu filmów. Ba! możemy nawet wypożyczyć od nich kamerę. W zależności od tego jakiej będzie ona jakości i na jak długo chcemy ją pożyczyć z tym cena wzrasta. 



Dawno temu jak byłem jeszcze mały w piwnicy znalazłem starą radziecką kamerę ojca. Co więcej należę do pokolenia, które miało jeszcze okazję, a może i szczęście oglądać filmy z projektora na 8 mm. Pamiętam te czasy, gdy wieszało się taki duży biały ekran, ustawiało projektor, nakładało dwie szpule (pustą i z filmem) no i uruchamiało.... Ten zapach grzejącego się projektora eh... :D Pamiętam jeszcze, że miałem pełno ruskich bajek a głównie serię "Wilk i zając" oraz kilka taśm rodzinnych nagranych właśnie tą wcześniej wspomnianą kamerą. 

W każdym razie kolega postawił niejako kropkę nad "i" i stwierdził że nagrywamy! Jak nagrywamy to nagrywamy! Tylko na czym? Kamera ojca - LOMO 219 super 8 z której wyszło kilka filmów rodzinnych. Niestety jest podejrzenie, że jest ona uszkodzona, ale po włożeniu świeżych baterii wygląda na to że wszystko działa w najlepszym porządku. Zaniepokoiło mnie tylko to, że wkładając nowe baterie o 8:00, odkładając kamerę i ponownie używając ją ok. godziny 12:00 już nie chciała pracować. Wychodzi na to że baterie się wyczerpały. Włożyłem nowe i zobaczymy co z tego będzie. 

Poszukując informacji na temat wywoływania tego typu filmów i możliwości zakupu kaset odnalazłem parę ciekawych stron. Pierwszą z nich jest www.the8mm.info. Jest to prywatna strona na której znajdziemy informacje na temat sprzętu, wywoływania i możliwości projekcji filmów na 8 mm. Jest tam również księga gości funkcjonująca jako forum oraz dużo ciekawych linków  do Polskich i zagranicznych stron na temat kamerowania 8 mm. Mnie najbardziej zainteresowała strona firmy specjalizującej się w sprzedaży i wywoływaniu materiałów do tego typu kamer działająca we Wrocławiu. Oto adres: www.keten.com.pl/cinematography-2

W przyszłości może jak będzie taka możliwość postaram samemuć wywoływać tego typu filmy (oczywiście B&W). Jak na razie nie pozwala mi na to niepełna wiedza na ten temat oraz brak odpowiedniego sprzętu oraz chemii. 

Jak się okazuje przy użyciu kamery na taśmę na 8 mm można zrobić całkiem fajny teledysk do piosenki. Został on nieźle pomyślany no i ten charakter zarejestrowanego obrazu... no po prostu melodia! Uzyskać taki efekt za pomocą komputera to nie to samo i satysfakcja mniejsza. A w tym wypadku myślę, że autor tego materiału do końca nie był pewien czy będzie miał szansę jednak go zmontować :) 




poniedziałek, 19 listopada 2012

Historia pewnej kliszy

Gdyby zacząć od końca wydaje się to banalne. Pewnej niedzieli wstałem rano, wziąłem prysznic, zjadłem,  umyłem zęby, ubrałem kurtkę, buty i wyszedłem z mieszkania na tramwaj. Wsiadłem do siódemki, pojechałem na Świebodzki i skierowałem się w tą część giełdy gdzie sprzedają starocie. Znalazłem się przy jednym z wielu stoisk, kupiłem aparat Smene 8 i.... zorientowałem się że jest w niej nawinięty film.

Pewnie nie wszystkim się to zdarzyło, ale na pewno znajdzie się choć kilka osób, które kiedyś kupując stary aparat analogowy znalazły w środku załadowany negatyw. Na pewno waszą pierwszą myślą, która wpadła wam do głowy było "co na nim jest?". Co zostało na niej uwiecznione, w jakich latach, gdzie, kiedy, kim był autor zdjęć i dlaczego nie skończył tej rolki do końca?

W swoim życiu miałem dwa przypadki, gdy znalazłem w środku aparatu kliszę fotograficzną.  Pierwsza sytuacja zdarzyła mi się, gdy kupowałem Starta 66. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po złapaniu go w swoje łapki było otwarcie pokrywy, gdzie wkłada się film w celu oszacowania stanu wewnątrz i sprawdzenia jak działa przysłona i migawka. Ku mojemu zdziwieniu znajdował się tam negatyw. Jak się później okazało była nią stara radziecka klisza czarno-biała. Co mogła w sobie skrywać? Już pewnie nigdy się nie dowiemy, bowiem nie wiadomo ile osób przede mną otworzyło tą tylną pokrywę. Ja ostatecznie rozwiałem wszelkie wątpliwość całkowicie wyciągając i rozwijając kliszę z aparatu. Niestety...

Drugą sytuacją był zakup właśnie ww. Smeny 8, która wewnątrz aparatu posiadała załadowany film, jak później się okazało również czarno-biały. Wzbogacony o bagaż doświadczeń z lat poprzednich skończyłem rolkę i zwinąłem negatyw do kasety, a następnie całość bezpiecznie wyjąłem w domu.

W środku znajdowały się dwie kasetki rozbieralne. Jedna czarna, druga żółta (uwaga) z napisem FOTON! Od razu zauważyłem, że film był cięty i ładowany ręcznie. Co mogło świadczyć o tym że ktoś mógł się znać na robieniu zdjęć. Nie wiem mógł być pracownikiem laboratorium, posiadać ciemnię fotograficzną albo nie znać się i po prostu posiadać taki sprzęt. Trudno to teraz stwierdzić. W każdym razie zakładając że ktoś miał jakieś pojęcie na temat fotografii pomyślałem, że przewidział że przy Smenie zaleca się wykonywanie zdjęć przy czułościach od najniższych do 200 ISO.

Poleciałem do fotosklepiku, kupiłem wywoływacz, ale od razu nie zabrałem się za wywoływanie. Zrobiłem to dopiero po jakimś czasie, a dokładnie to, to wypada dzisiaj :) Dlaczego? Może musiałem przemyśleć jak to zrobić, albo nie wiem dlaczego. Po prostu.

Używałem czeskiego wywoływacza W17 Hydrophen czego w sumie żałuję, bo mogłem zrobić to innym dużo lepszym wywoływaczem, ale akurat wtedy dysponowałem taką kwotą pieniędzy że starczyło mi tylko na tą wywojkę.

Rozrobiłem W17 do 1+1, odciąłem kawałek filmu, nawinąłem na szpulę, wrzuciłem do puchy, zamknąłem, wlałem chemię. Po przeprowadzeniu procesu o którym nie będę szczegółowo pisał wyciągnąłem film ze środka. Coś tam jednak było! Okazało się, że owym filmem nie był współczesny Ilford czy Foma jak sobie wcześniej zakładałem tylko stary Polski Foton (Safety - co kolwiek to znaczy). Ucieszony wynikami postanowiłem wywołać resztę filmu, ale nie wiem dlaczego tak sobie pomyślałem, aby skrócić czas wywoływania z 10 do 6 minut. Możliwe że był to mój błąd, który kosztował mnie utratę filmu, ale przynajmniej te kilka zdjęć się uratowało.

Co przedstawiają? Są to zdjęcia rodzinne kilku osób pozujących na stoku, gdzieś w górach na nartach. Kim są Ci ludzie, kto stał za aparatem, co to w ogóle za miejsce? Tego być może się nie dowiemy. Jednak najbardziej ciekawi mnie to jaką drogę z tych gór musiał przebyć ten aparat, aby znaleźć się na straganie na Dworcu Świebodzkim i czekać na to, aż ktoś w końcu go kupi. Jak widać trafiło na mnie.

Poniżej przedstawiam te trzy uratowane fotografie (autor nieznany):

(kilkukrotnie nałożona ekspozycja - autor zapomniał o przewinięciu filmu do następnej klatki po wykonaniu zdjęcia.)

(Powtórzone ujęcie tym razem poprawnie naświetlone - choć po negatywie widać że parametry ekspozycji nie zostały dobrane poprawnie tak do końca.)

(Inne ujęcie)

Zachęcam do komentowania. Gdyby ktoś potrafił określić w jakich latach mogły zostać wykonane te zdjęcia, choćby na podstawie nart byłbym wdzięczny za info. 

wtorek, 7 sierpnia 2012

Smena Symbol

Smena Symbol

Jest to aparat produkcji radzieckiej wykonywany przez Leningradzką firmę LOMO w latach 1971 - 1991. Był produkowany w podobnych latach co Smena 8M. Charakteryzuje go dość nowoczesny wygląd jak na tamte czasy oraz podobnego designu obiektyw, który możemy zobaczyć w modelu 8M.

Praktycznie w całości zbudowany jest z tworzywa sztucznego. Jedyne metalowe elementy (z zewnątrz) to sanki na lampę błyskową, ramię naciągu filmu, ramię do zwijania filmu i chyba niektóre elementy obiektywu oraz śrubki. 

Tak jak w większości Smien wszystko co jest nam potrzebne do fotografowania zostało umieszczone na obiektywie aparatu tzn.: Spust migawki, czasy naświetlania (w górnej części obiektywu oznaczone jako piktogramy, w dolnej wymienione jako wartości liczbowe), odległości od fotografowanego obiektu w dwóch skalach (u góry w stopach, poniżej w metrach). Obydwie skale oznaczone zostały liczbowo oraz symbolami. Na przodzie obiektywu przy soczewce po jednej stronie umieszczono skalę czułości w normach DIN, GOST/ASA, oraz wartości przysłon. Natomiast na pierścieniu zmiany przysłony znajdują się dwie białe kropki, które pokazują nam jaką mamy nastawioną przysłonę oraz czułość filmu. Na samym dole obiektywu umieszczono napis "Made in USSR". Sam obiektyw to T-43 (standardowy obiektyw, który od momentu wprowadzenia Smeny 8 do końca stosowany jest w każdym nowym modelu smeny).

W aparacie zastosowano następujące czasy naświetlania: 
B, 1/15, 1/30, 1/60, 1/125, 1/250
oraz przysłony wraz z przypisanymi do nich czułościami negatywu (wartość czułości negatywu wymieniona w normach GOST/ASA):
4 (16 ASA); 5,6 (32 ASA), 8 (65 ASA), 11 (130 ASA), 16 (250 ASA)

Zastosowano tutaj zupełnie inne rozwiązanie niż np. w Smenie 8. W tym przypadku wartość przysłony jest stała i zmienia się w zależności od tego jaki negatyw stosujemy. Według tego co napisano jeżeli mamy kliszę której czułość wynosi np. 250 ISO to na obiektywie kropkę, która znajduje się na pierścieniu przysłony musimy ustawić na 250 GOST-ASA(=ISO). W tym momencie kropka po drugiej stronie soczewki będzie ustawiona na wartość przysłony 16. Teraz wszystko w rękach pogody... Rosjanie jak wcześniej wspominałem na obiektywie umieścili piktogramy przedstawiające słoneczko, słoneczko za chmurką, zachmurzoną chmurkę itd. Pod każdą z tych wartości znajduje się czas naświetlania. Jeżeli spełniliśmy powyższe wymagania związane z ustawieniem czułości i przysłony, wtedy patrzymy się jaka jest pogoda i według niej ustawiamy czas naświetlania obracając specjalnym do tego celu pierścieniem.  Zmianę czasu naświetlania możemy śledzić dzięki białemu kwadracikowi.

W górnej części aparatu umieszczone zostały sanki lampy błyskowej, wizjer, pokrętło z ramieniem do zwijania filmu, licznik zdjęć, ramię naciągu kolejnej klatki negatywu oraz blaszkę z logo oraz nazwą aparatu. Ten model nie posiada typowego spustu migawki, który zwykle znajdował się na samej górze aparatu. Został on przeniesiony na front aparatu zaraz przy obiektywie po prawej stronie. Jest to znaczne ułatwienie w wykonywaniu zdjęć jednak posiada swoją wadę o której nieco później...
Na klapie po drugiej stronie aparatu umieszczono zegar z możliwością ustawienia czułości negatywu jaki  aktualnie znajduje się w aparacie. Został on przedstawiony w trzech, a w sumie dwóch normach - DIN, GOST/ASA. Poniżej przedstawiam czułości negatywów które widnieją na tarczy skali czułości: 

DIN - 13, 16, 19, 22, 25, 28(!)
GOST/ASA - 16, 32, 65, 130, 250, 500(!)

Tylna klapa aparatu jest połączona z korpusem zawiasami umieszczonymi po prawej stronie. W aparacie zastosowano migawkę centralną 5-cio listkową. Problem z ładowaniem filmu został tutaj rozwiązany poprzez  umieszczenie na stałe szpuli z ząbkiem o który można zahaczyć perforację, aby włożyć film. Została ona zsynchronizowana z ramieniem naciągu negatywu. Także, w tym modelu nie ma możliwości nałożenia na jedną klatkę dwóch lub więcej kadrów. Na uwagę zasługuje tutaj licznik zdjęć ponieważ zeruje się on samoistnie wraz z otwarciem tylnej pokrywy aparatu.

Na samym dole na podstawie aparatu umieszczono numer seryjny aparatu, gwint do mocowania na statyw oraz przycisk zwalniający film, który daje nam możliwość zwinięcia wypstrykanego filmu.

Jest to jeden z moich ulubionych modeli, bardzo przypadł mi do gustu. Jednak tak jak cała reszta Smien posiada swoje wady, ale i również zalety. Zacznijmy może jednak od wad tego skromnego aparaciku:

Pierwsza wada odnosi się do czasów naświetlania. Jest nim czas B, który dumnie widnieje na skali czasów naświetlania na obiektywie. Otóż problemem jest to że konstruktorzy aparatu wstawiając tutaj taki czas nie pomyśleli o stworzeniu gniazda na wężyk spustowy. Podłączenie go jest nierealne ponieważ najzwyczajniej w świecie się nie da. Wykonywanie zdjęć nawet ze statywem przy użyciu tego czasu grozi poruszeniem na zdjęciu.

Druga sprawa to brak skali z szacowaną głębią ostrości (np. taką jaka była w modelu 8). Pomimo, że wartość przysłony tak na prawdę jest stała nie przeszkadza to w tym, aby np. użyć zewnętrznego światłomierze i dowolnie według wskazań światłomierza ustawiać czas i przysłonę.

Trzecia rzecz, dość istotna, to (przynajmniej w moim modelu) częste, omyłkowe nakładanie się krawędzi dwóch, albo więcej klatek na siebie, albo dosłownie przy sobie. Aby uniknąć tego problemu trzeba dokładnie do końca naciągać ramię naciągu filmu. Choć czasem i to nie do końca pomaga.

Czwarta moim zdaniem wada choć w sumie neutralna to zegar ze skalą pokazującą czułość filmu. Niby fajna sprawa, ale po nałożeniu futerału jest bezużyteczna, a po drugie... Co u licha robi na tej skali wartość GOST/ASA = 500?! Przecież i tak te aparaty przewidziane są na film od najmniejszej liczby wartości czułości filmu do 200/250 GOST/ASA=ISO. Moim zdaniem ktoś wypił tutaj za dużo samogonu...

Pięć to umieszczenie piktogramów i wartości liczbowych odnoszących się do czasu naświetlania po dwóch stronach obiektywu. Niby ok, mamy się sugerować tymi całymi chmurkami i słoneczkami, ale często zdarzało mi się że zaglądałem pod spód aparatu, aby zobaczyć jaką wartość kryje dany piktogram (szczególnie, gdy używałem zewnętrznego światłomierza).

Szósty malutki mankament to wizjer. Został nieco poprawiony, ale nadal będę się go czepiał jako że mało przez niego widać. No i oczywiście ten nieszczęsny błąd paralaksy ale to wsio normal.

O mało bym nie zapomniał. Siedem, to brak samowyzwalacza (który zapewne i tak by nie działał ;p)


Tak, to były wady, a teraz kilka zalet, które zauważyłem w tym aparacie:

Pierwsza to naciąg filmu. Nie musimy się męczyć z kółkami i martwić tym że zapominając naciągnąć negatyw po wykonanym zdjęciu nałożymy dwa kadry na siebie.

Dwa to spust migawki umieszczony przy obiektywie. Jest dużo wygodniejszy i nie musimy się martwić że coś przytrzymamy, zahaczymy palcem przez co zepsujemy sobie ujęcie.

Trzecia zaleta to sanki na lampę błyskową które posiadają gorącą stopkę . Dzięki niej nie musimy bawić się z kablami i martwić o to że nam go zabraknie. A co to gorąca stopka? Kto wie to jego szczęście, a kto nie, niech się dowie :)

Czwarta rzecz to licznik [Jest super :)]

Piąta sprawa to rozkładane ramię do zwijania filmu. Jest bardzo pomocne. W końcu skończyła się męczarnia z opornym kręceniem kółeczkami.

Szósty plusik to umieszczenie soczewki głębiej w obiektywie przez co podczas zmiany przysłony praktycznie nie ma możliwości pobrudzenia jej palcem.

Siedem to łatwiejsze wkładanie filmu do aparatu

Osiem, ogólnie prostota wykonania i wprowadzenie w/w ulepszeń.

________________________________________________________________________

Aparacik moim zdaniem jest godzien uwagi mimo nawet tych jego wad, które możemy odnaleźć w każdej chyba Smenie. Większość jednak z tych problemów została w większym lub mniejszym stopniu poprawiona przez konstruktorów. Jak wcześniej wspomniałem jest to jeden z moim ulubionych modeli z rodziny Smien.

Na koniec, tak samo jak ostatnio kilka zdjęć wykonanych tym aparatem (po wywołaniu filmu dodam jeszcze kilka):













piątek, 3 sierpnia 2012

Smena 8

Jest to aparat produkcji radzieckiej wykonywany przez Leningradzką firmę LOMO w latach 1963 - 1971. Charakteryzuje go prostota i stylowy design, który w późniejszych latach uległ zmianie wraz z wprowadzeniem na rynek aparatu Smena 8M.

Poza kilkoma metalowymi elementami jak np. spust migawki, pokrętło zwijania filmu, stopka na lampę błyskową, pierścień z czułościami filmu czy niektórymi elementami obiektywu prawie w całości wykonany został z tworzywa sztucznego.

Na obiektywie aparatu umieszczono wszystko co jest nam potrzebne do fotografowania tzn.: czasy naświetlania, odległość od fotografowanego obiektu, przysłona i to czego nie ma w późniejszych wersjach - numeracja z szacowaną głębią ostrości, naciąg migawki, naciąg samowyzwalacza, gniazdo synchronizacji z lampą błyskową, oraz napis "zdziełano w CCCP" i numer seryjny aparatu.

Czasy naświetlania (przypisana do nich numeracja):
B; 1/15 (4); 1/30 (5); 1/60 (6); 1/125 (7); 1/250 (8),
Przysłona (przypisana do nich numeracja):
4 (4); 5,4 (5); 8 (6); 11 (7); 16 (8).

Pod numeracją czasów naświetlania umieszczono liczby, które mają odpowiadać za daną przysłonę. Np. gdy ustawiamy czas na 1/30s (przypisana liczba to 5), przysłona którą powinniśmy ustawić na obiektywie to 5,6 itd. Co się tyczy włąśnie przysłony. Pierścień został umieszczony przy soczewce obiektywu. Przez to podczas zmiany wartości przysłony można niechcący dotknąć palcem przednią soczewkę.

W poźniejszych egzemplarzach Smien numerki zamieniono na piktogramy jak np. słoneczko, słeneczko za chmurką, deszczowe chmury itd. Oczywiście pod każdym z tych obrazków krył się odpowiedni czas naświetlania.
Sam obiektyw to T-43, kąt widzenia 40 mm ze światłem 4. Do 1993 roku, czyli do końca był standardowym obiektywem w każdej nowej wersji Smeny.

W górnej części korpusu znajduje się: pokrętło do zwijania filmu, pokrętło do naciągania kolejnej klatki filmu, sanki na lampę błyskową, spust migawki w raz z miejscem na wężyk spustowy i okrągły licznik zdjęć wraz z tabelką czułości negatywów w trzech różnych typach norm (DIN, ASA i oczywiście GOST), plakietka z nazwą modelu aparatu oraz wizjer. Poniżej przedstawiam czułości negatywów które widnieją na tarczy skali czułości:

DIN - 15, 16, 18, 20, 21, 23, 24,
ASA - 25, 32, 50, 70, 100, 160, 200,
GOST - 22, 32, 45, 65, 90, 130, 180.

Tylnia klapa aparatu jest zdejmowalna (w późniejszej wersji 8M jak i kolejnych została ona połączona z korpusem aparatu).   W aparacie zastosowano migawkę centralną (3-listkową). Aby załadować film potrzebna była, albo druga pusta kaseta albo pusta szpula po negatywie. Po każdym wykonanym zdjęciu film nawija się pokrętłem umieszczonym po prawej stronie aparatu. Trzeba uważać, aby nie zapomnieć tego zrobić ponieważ konstruktorzy nie umieścili w aparacie blokady migawki. Tak więc omyłkowo możemy nałożyć kilka kadrów na jedną klatkę (co w sumie może dać niezły efekt artystyczny). Aparat posiada jednak jedną blokadę. Aby zwinąć film należy wcisnąć do końca spust migawki i przekręcić w stronę czerwonej kropki na korpusie (spust migawki posiada taką samą). Obydwie czerwone kropki muszą się pokryć. Wtedy pokrętłem po lewej stronie możemy zacząć zwijać film. Bez tego nie jest to możliwe, a robienie tego na siłę grozi zerwaniem filmu i uszkodzeniem negatywu bądź aparatu. 

Aparat jest bardzo fajny, ale jak wszystkie Smeny ma swoje wady (tym samym rozpoczynamy gorzkie żale):

Pierwszą z nich, która najbardziej mi przeszkadza jest umieszczenie naciągu migawki po prawej stronie obiektywu. Problem polega na tym, że podczas robienia zdjęcia przez przypadek można zablokować ramię migawki palcem. Skutkuje to nieprawidłowym naświetleniem negatywu. Przy okazji spust migawki na górnej części korpusu moim zdaniem umieszczony jest trochę za daleko.   

Drugą wadą jest zbyt małe pokrętło zwijania filmu. Gdy jesteśmy prawie przy końcu film bardzo ciężko nawija się do kasety.

Trzecim mankamentem o którym wcześniej wspominałem jest umieszczenie pierścienia przysłony przy soczewce obiektywu co skutkuje omyłkowym dotknięcie i jej pobrudzeniem. 

Czwartą sprawą jest brak szpuli na którą nawija się film. Trzeba niestety, ale kombinować, nie obejdzie się bez taśmy samoprzylepnej albo każdego innego skutecznego patentu.   

Piąta rzecz to z tego co wiem ferelny naciąg samowyzwalacza. Podobno prawie w każdej Smenie 8 jak nie w każdej... nie działał. Moja wersja nie jest wyjątkiem....

Zbyt mały wizjer to punkt numer sześć.  Dla osoby która nosi okulary (czyli dla mnie...) patrzenie przez niego jest mało wygodne. Przez to nie widzę co dzieje się w krawędziach wizjera. Muszę się bardzo nagimnastykować, aby coś zobaczyć, albo zdjąć okulary, ale wtedy to już nic nie widzę... No.. nie wspominam już tutaj o problemie błędu paralaksy...

Siódma moim zdaniem wada i chyba najmniejsza to licznik zdjęć. Jest jakoś mało zrozumiały dla mnie, ale w niczym nie przeszkadza ani nie pomaga więc jest neutralny.

Ósma wada to brak światłomierza co nie przeszkadza w wykonywaniu zdjęć. Po prostu korzystamy z tego co namalowano nam na aparacie, albo z papierowej tabeli naświetlań, bądź zewnętrznego światłomierza.

Dziewiątym mankamentem jest to że do tego aparatu nie za bardzo można stosować filmów o czułościach powyżej 200 ISO. Nie jest jednak powiedziane że absolutnie nie można tego robić. Po prostu trzeba wtedy uważać aby nie prześwietlić negatywu ponieważ jego naświetlanie trochę się zmienia przez to że jest on czulszy na światło. Związana jest z tym taka mała historia która przytrafiła się mojemu ojcu, gdy chciał on oddać film do fotografa. Czułość filmu wynosiła 400 ISO. Fotograf gdy usłyszał że film wyszedł ze smeny odmówił wywołania negatywu argumentując to tym że nic z tego nie będzie. Po dłuższych namowach zgodził się go wywołać. Ku jego zdumieniu jednak coś tam wtedy wyszło :)

Tak zastanawiam się co może być dziesiątym problemem? Nie to żebym się czepiał, ale fajnie wyglądałoby to w mojej numeracji :) Tak więc numerem dziesięć (i chyba numerem ostatnim) jest brak gorącej stopki w sankach na lampę błyskową.

____________________________________________________________________________

Generalnie pomimo ogromu wad jakie posiada ten aparat wykonuje się nim całkiem ładne i stylowe zdjęcia. Nie polecam go jednak osobom które cenią sobie perfekcyjność np. w optyce, kadrowaniu czy ostrości. Choć z drugiej strony fanatycy Lomografii oraz osoby lubiące bawić się fotografią i eksperymentować będą z niego na pewno zadowolone :)

Na koniec poniżej przedstawiam kilka zdjęć wykonanych przy pomocy tego sprzętu. Jak to się dzisiaj mawia "enjoy":